Na naszym cmentarzu

… tylko firma [?] ma prawo realizować pogrzeby i stawiać nagrobki.

Informacja nieprawdziwa.

O tym, że zakłady pogrzebowe i kamieniarskie to bardzo intratny i dlatego wielopokoleniowy „rodzinny” interes wie każdy, ktokolwiek z tymi podmiotami kiedykolwiek i gdziekolwiek się zatknął. Również dla nikogo nie jest tajemnicą, że w branży funeralnej konkurencja jest bardzo duża. Dlatego każdy tzw. „układ” z wpływowym lokalnym notablem jest niezwykle cenny. Zwłaszcza, gdy tym jest miejscowy proboszcz parafii, która jest właścicielem cmentarza wyznaniowego. Jednakże, aby wejść w tenże „układ” – tym bardziej, że z reguły  on oparty jest na wdzięczności „pod stołem” – najpierw należy znaleźć „dojście” do księdza by następnie z nim się skumać. Natomiast, gdy już swój swojego pozna, przynajmniej dla jednego z nich będzie cenna „klerykalna” wskazówka tzn. „dopóki płaczą to i bez sprzeciwu płacą”. Nomen omen powszechnie stosowana w kancelariach parafialnych wobec zgłaszających pogrzeby i wtedy, gdy ci regulują należności tylko z nazwy „co łaska”, czyli za:

– z góry ustalone tzw. „pokładnego” będące zapłatą za użyczenie („dzierżawę”) działki grzebalnej, co do zasady na okres 20 lat a zatem nie za nabycie grobu,  gdyż nabycie – jak tłumaczy słownik języka polskiego – to kupno, otrzymanie czegoś na własność a miejsca (działki) grzebalne będące integralną częścią powierzchni całego cmentarza ,tylko powszechnie nazywane „grobami” nie podlegają sprzedaży.

I w tym miejscu należałoby postawić kropkę, gdyby nie fakt, iż jest wręcz regułą, że parafialnymi cmentarzami… – nomen omen w zastępstwie ich rzeczywistego zarządcy, którym jest proboszcz parafii będącej właścicielem tego cmentarza – … zarządzają lokalne zakłady pogrzebowe. Z reguły bardzo „przyjacielsko” związane z lokalnymi firmami kamieniarskimi. Bo w końcu, cóż lepiej nie łączy, jak wspólny a tym bardziej dochodowy geszeft.

Natomiast rzeczywisty problem jest wtedy, gdy ten „układ” stanowi „trio PKP”, czyli pogrzebnik-kamieniarz-proboszcz. Zwłaszcza, że obecnie pogrzebnik to nie jest już tylko grabarz i jego powinnością nie jest tylko wykopanie wykopanie dołu w ziemi. Dlatego z reguły wystarczy, że organizator pogrzebu tylko wykaże zainteresowanie innym niż tradycyjny grobem np. „rodzinnym”, czyli pogłębionym i murowanym, a niekoniecznie grobowcem, już wtedy pojawia się kolejny problem a po nim wiele następnych problemów. Mających z reguły jeden wspólny mianownik, którym jest działanie sprzeczne z obowiązującymi przepisami prawa. A tylko w myśl zasady „ja proboszcz, mi wolno, ja mogę wszystko”.

Dlatego warto wiedzieć, a zwłaszcza księżom- zarządcom cmentarzy parafialnych należałoby przypomnieć, że w myśl art. 3. 1. Ustawy z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji [ czytaj ] „Czynem nieuczciwej konkurencji jest działanie sprzeczne z prawem lub dobrymi obyczajami, jeżeli zagraża lub narusza interes innego przedsiębiorcy lub klienta”. Natomiast art. 15. 1. przywołanej ustawy stanowi, że: „Czynem nieuczciwej konkurencji jest utrudnianie innym przedsiębiorcom dostępu do rynku…”. Co może nastąpić m.in. przez „działanie mające na celu wymuszenie na klientach wyboru jako kontrahenta określonego przedsiębiorcy”.

Podsumowując, Kościół katolicki nie stoi ponad prawem, a księża – tak, jak wszyscy obywatele – mają obowiązek przestrzegania przepisów wynikających z obowiązującego prawa.

Dlatego ograniczanie w istotny sposób, wyłączenie możliwości dokonania np. zakupu towaru i/lub usługi, stworzenie sytuacji powodujących pośrednio lub bezpośrednio narzucenie klientom konieczności dokonania zakupu towaru i/lub usługi u danego – konkretnego przedsiębiorcy lub wskazywanie takiego przedsiębiorcy również dla księdza jest czynem zabronionym, a z tego powodu – gdy ksiądz twierdzi, że „tylko firma [?] ma prawo realizować pogrzeby i stawiać nagrobki” – czynem karalnym.